O Holender, ale ty umiesz zarządzać pieniędzmi!

posiada: 2 komentarze

Gdy ponad 13 lat temu otrzymałam polecenie wyjazdu służbowego do Holandii, szczerze mówiąc średnio się ucieszyłam. Wtedy ten kraj kojarzył mi się z prostytutkami i wolnym dostępem do narkotyków, więc nie widziałam w nim zbyt wiele miejsca dla siebie 🙂 Miesiąc później, wracając do Polski, miałam już całkiem inne wyobrażenie o Holandii i jej mieszkańcach. Do tego stopnia inne, że zaczęłam się uczyć ich języka i interesować zwyczajami. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie podejście Holendrów do finansów, które moim zdaniem zasługuje na wyróżnienie. Pozwól, że Ci trochę o nim opowiem.

 

Oszczędzanie to podstawa

 

Mieszkańcy Holandii plasują się wysoko w rankingach oszczędności na głowę mieszkańca. Dzieje się tak dlatego, że oszczędza tam … praktycznie każdy. Nie liczy się kwota, ale systematyczność. Holendrzy są cierpliwi i wiedzą, że nie muszą mieć wszystkiego na zawołanie. To dlatego nie robią na nich większego wrażenia propozycje kredytów. Wiedzą, że realizacja marzeń w ten sposób do tanich nie należy. Wybierają więc oszczędzanie zamiast zadłużania się.

Oszczędność Holendrów widać też wyraźnie w codziennym życiu. Nie żyją na pokaz. Gdy pierwszy raz zobaczyłam te ich słynne rowery, byłam zdziwiona, że są takie … zwykłe. Nie mają tysiąca dziwnych usprawnień, które mocno zawyżają cenę. Mieszkańcy Holandii wiedzą, że jest to dla nich po prostu środek transportu, a nie sposób na zaprezentowanie swojej wartości. Pamiętam, kiedy był w Polsce boom na rowery górskie. Moim zdaniem był to przerost formy nad treścią, bo te rowery w większości przypadków nie jeździły po górach, tylko po terenach nizinnych 🙂

W Holandii już w sobotę po południu ruch na ulicach zamiera, bo większość sklepów jest wtedy zamykana i otwierana dopiero w … poniedziałek. Zresztą odniosłam wrażenie, że chodzenie po centrach handlowych nie jest dla nich żadną rozrywką. Co innego pchli targ! Wśród kramików ze starociami i bibelotami przechadza się wielu mieszkańców Holandii, którzy traktują je jak miejsce łowów cennych okazji. Nie chcę szerzyć jakichś stereotypów, z pewnością nie dla każdego jest to równie emocjonujące, ale statystycznie widać więcej fanów tego typu zakupów niż w Polsce.

Pamiętam rozmowę z pewnym Holendrem, który bardzo się ekscytował tym, ile można zaoszczędzić na jedzeniu dzięki specjalnym kuponom. Można je było otrzymać w sklepie podczas zakupów (jako premię za regularne wizyty). Dziwił się, że w Polsce nie jest to popularne i podawał mi konkretne wyliczenia, ile dzięki nim zaoszczędził. Nie były to bajońskie kwoty (od kilku do kilkunastu procent), ale na nim robiły wrażenie. Choć wtedy wydawało mi się to śmieszne, to teraz patrzę na to zupełnie inaczej. Nie chodzi o to, żeby być niewolnikiem promocji, ale bez sensu przegapiać takie okazje i narzekać, że wszystko jest drogie. Często nie korzystamy z takich ofert, bo wymagają od nas skrupulatności i cierpliwości. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że zakupy spożywcze robimy stosunkowo często, warto się przekonać do tego holenderskiego podejścia i zaoszczędzić w skali roku nawet… kilkaset złotych!

 

Skąpstwo czy gospodarność?

 

Uwaga, teraz zaczyna się finansowy hardcore. To, co u nas wyglądałoby jak dziwactwo, tam jest na porządku dziennym. Za chwilę przeczytasz o kilku kwestiach, które niektórzy oceniają jako gospodarność, a inni jako przejaw skąpstwa. Od Ciebie zależy, jak to odbierzesz, ale myślę, że może być to inspiracją do bardziej rozważnego wydawania pieniędzy:


1. Spotkania towarzyskie

Holendrzy są bardzo otwarci i gościnni, choć patrząc na to, co podają na stół, można by było odnieść zupełnie inne wrażenie 🙂 Gdy wpadasz do kogoś na przysłowiową kawę, to dostaniesz.. kawę. No i ewentualnie 2 ciasteczka, które znajdziesz na spodku od kawy. Dokładki nie przewidziano 🙂 To nie tak jak u nas, kiedy na stole często mamy ciasto czy przynajmniej ze 2 gatunki ciastek, aby gość mógł swobodnie wybrać ilość i rodzaj słodyczy.

Gdy chcesz dolewkę kawy, to możesz ją sobie pobrać z termosu. Dla Holendrów jest to sposób na zaoszczędzenie energii na powtórnym gotowaniu wody. W Polsce rzadko kiedy robimy herbatę czy kawę w większym dzbanku, choć dzięki temu gość w dowolnym momencie bez skrępowania może wziąć sobie dolewkę, a my oszczędzamy na energii (również tej, która wymaga od nas ruszenia się zza stołu i zrobienia dodatkowej porcji napoju 🙂 ). Kiedyś myślałam, że koszt energii pobieranej przez czajnik jest niewielki, ale kilka lat temu przekonałam się, że jest inaczej. Gdy zrezygnowałam z gotowania wody na gazie i zaczęłam korzystać z czajnika elektrycznego, miesięczne rachunki wzrosły o kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt złotych! Dlatego nie dziwi mnie już oszczędność Holendrów w tej kwestii 🙂

Podobnie wyglądają większe spotkania towarzyskie. Na próżno szukać na nich suto zastawionego stołu. Według mnie to fajne, bo przecież sens spotkań nie powinien tkwić we wspólnym obżarstwie, ale w rozmowie. Postaw się w roli gospodyni takiego przyjęcia. O ile przyjemniej czeka się na gości, gdy nie czuje się na sobie presji przygotowania wyjątkowych dań w dużych ilościach. Jeśli nie wyobrażasz sobie przyjęcia bez stołu wypełnionego po brzegi jedzeniem, to może zaproponuj gościom imprezę „koszyczkową”. Niech każdy przyniesie coś smacznego. Dzięki temu ani Twoja kieszeń, ani nerwy związane z przygotowaniem przyjęcia, nie zostaną nadwyrężone.

 

2. Sprytne pomysły

Zgadniesz, co Holendrzy tym robią?? 🙂

 

To skrobak, który dzięki odpowiednim końcówkom pozwala wydobyć z opakowania pozostające na dnie czy na ściankach resztki, np. majonezu czy ketchupu. Tak, mają do tego specjalny przyrząd! Co więcej, znajdziesz go w większości holenderskich kuchni, bo wykorzystywanie produktu do samego końca traktują jako przejaw gospodarności. Myślisz, że to dziwne? A czy takie samo zdanie masz o tym urządzeniu?

 

Wiadomo, że można używać noża, ale im cieńsze obierki, tym mniej marnujemy owoców/warzyw. Holendrzy w ten sam sposób podchodzą do swojego skrobaka. Zachęcam Cię do szukania sprytnych sposobów, aby nie marnować jedzenia. Z wysuszonego pieczywa można zrobić bułkę tartą lub tosty, ze zbyt dojrzałych bananów upiec ciasto bananowe, a resztki ziemniaków z obiadu wystarczy podgrzać na patelni na kolację (moja córka to uwielbia 🙂 ). Pomysłów jest naprawdę sporo!

 

3. Tańsze rozwiązania

Podejście Holendrów do zarządzania pieniędzmi widać również w wielu innych codziennych sytuacjach. Przykładowo oszczędzają na ogrzewaniu, uzasadniając jednocześnie, że wysokie temperatury nie wpływają korzystnie na zdrowie. Wolą założyć sweter niż podkręcić kurek przy kaloryferze. Nie jest dla nich problemem gotowanie za jednym razem większej ilości jedzenia, żeby część z niej zamrozić na później. Choć stać ich na chemię gospodarczą, to korzystają też z bardziej ekologicznych i tańszych dla kieszeni rozwiązań, jak ocet z wodą. Nie widzą sensu w prenumeracie większej ilości czasopism, skoro mogą wymieniać się nimi ze znajomymi. To, co jednak widać chyba najbardziej, to korzystanie w ciągu całego roku z rowerów, żeby poruszać się po mieście. Byłam tam w listopadzie i faktycznie rowerzystów było sporo 🙂

 

To, co jest najbardziej wyjątkowe w podejściu Holendrów

 

Myślisz, że Holendrzy to dusigrosze, którzy na każdym kroku szukają oszczędności, żeby się bogacić? W dodatku swoje skąpstwo próbują ukryć pod maską gospodarności? Nic bardziej mylnego! Holendrzy są bardzo hojni, jeśli chodzi o udział w akcjach charytatywnych. Nie są to jednorazowe zrywy, jak u nas Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. To regularna pomoc, która co miesiąc zasila wybrane przez nich organizacje. Wiele razy słyszałam od prowadzących fundacje u nas w Polsce, że bardziej niż wysokość wpłacanej kwoty liczy się dla nich regularność. Dzięki temu mogą planować swoje działania i skuteczniej działać. W Holandii efekt współczucia nie jest impulsem do dobroczynności. Wspieranie organizacji charytatywnych jest dla nich normalnym działaniem, który każdy powinien podejmować, jeśli tylko ma jakieś przychody.

 

Gdzie takie podejście ich doprowadziło?

 

Według wskaźnika rozwoju społecznego z 2017 r, Holandia jest na 7 miejscu na świecie, plasując się w grupie krajów o bardzo wysokim poziomie rozwoju. Polska jest dopiero na 32 miejscu. Wskaźnik ten obejmuje nie tylko PKB, czyli wartość wyprodukowanych dóbr i usług przez dany kraj, ale również długość i jakość życia. Jest to więc jeden z najlepszych mierników, które pokazują poziom dobrobytu mieszkańców różnych państw. Myślę, że naśladowanie holenderskiego podejścia do zarządzania pieniędzmi doprowadziłoby nas na znacznie wyższą pozycję w tym rankingu. Nie chodzi tylko o poprawę ekonomicznych wskaźników, ale o poczucie każdej z nas, że po prostu dobrze nam się powodzi!

To jak, powalczymy razem o lepszą pozycję Polski? 🙂 Co myślisz o holenderskim podejściu? Będzie mi miło, jeśli zostawisz swój komentarz!

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się, a otrzymasz maila, gdy pojawi się nowy!

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.