Koniec skakania na finansowym bungee

posiada: Brak komentarzy

Znów nadszedł TEN dzień. Dzień, w którym zaksięgował się przelew z firmy. Dopóki to księgowanie nie nastąpiło, część osób nerwowo logowało się na swoje konto w banku lub wyczekiwało smsa z potwierdzeniem wpływu tej często jedynej w miesiącu transakcji na plusie. Teraz jest radość, poczucie bezpieczeństwa, wielkie plany…ale to wszystko potrafi ulecieć gdzieś mniej więcej w połowie miesiąca, kiedy styka się z niespodziankami dnia codziennego. Często zrzucamy wtedy winę na:

– wypłatę („Ale Ty cienka jesteś!”),

– okoliczności („Ja to mam pecha – dzieci znowu chorują i trzeba wydać na leki”)

– męża („Pewnie wydaje spore kwoty za moimi plecami”)

– i … sama dobrze wiesz, na co 🙂

Kiedyś też zbierałam resztki z konta, ale ile razy można sobie fundować finansowe bungee? Wydawanie bez zastanowienia to jak ostry skok w dół, na szczęście kolejna wypłata dosłownie ratuje w niektórych przypadkach życie i ciągnie w górę. Tylko czy ktoś dopuszcza w ogóle myśl, że ta linka też może się kiedyś urwać i wpadniemy w finansową przepaść?

„Trzeba zrobić budżet domowy” – ktoś przytomny podsunął mi myśl. I słuszna uwaga, tylko że to nie było takie łatwe i przyjemne… . Próbowałam na dostępnych szablonach w Excelu, używałam aplikacji w telefonie, rzetelnie zbierałam paragony, starałam się dokładnie zaplanować wydatki. Pomimo niechęci, jaką miałam każdego miesiąca, żeby zająć się tym tematem, przełamywałam się i rozpisywałam go na nowo. Powolutku jednak ta nadzieja na pełną kontrolę nad pieniędzmi wygasała, gdy zamiast poczucia zadowolenia, że wszystko idzie zgodnie z planem, pojawiała się frustracja:

„No tak, znów poległam na wydatkach na jedzenie. Czy my naprawdę tyle pieniędzy przejadamy? Przecież dzieci jedzą w tygodniu większość posiłków poza domem, to jak to możliwe, że wydajemy jeszcze grubo ponad 1000 zł na jedzenie. Czy to wszystko tak drogo kosztuje, czy my żyjemy ponad stan? ”

„O, i jeszcze nie przewidziałam, że trzeba będzie wydać kilkadziesiąt złotych na leki.”

„Gdzie ja mam głowę, zapomniałam o urodzinach kuzynki. Trzeba kupić jakiś prezent, a nie uwzględniłam go w budżecie.”

Mniej więcej tak wyglądało moje spotkanie z budżetem, gdy widziałam przekroczone założenia w różnych kategoriach. Na początku miesiąca miałam więc złudne wrażenie, że panuję nad pieniędzmi, ale potem to już było różnie.

Zanim zaczęłam robić budżet domowy, lekkomyślnie wydawałam pieniądze i praktycznie wcale nie oszczędzałam. Gdy zrozumiałam, ile pieniędzy przez te lata przeleciało mi przez palce, moim głównym celem budżetowania stała się szybka spłata długów i dużo oszczędzałam. Z jednego ekstremum wpadłam w drugie, stąd narastające niezadowolenie, że wydatki mi się rozjeżdżają.

Teraz już wiem, że zarządzanie swoimi pieniędzmi to nie tylko cyferki, które trzeba elegancko uporządkować i kontrolować, żeby się nie rozpierzchły w różne strony. To coś więcej niż księgowość. Potrzebne są jeszcze wartości … niematerialne, aby nadać finansom domowym ludzkiego wymiaru. Zapraszam Cię serdecznie do lektury tego bloga, abyś mogła razem ze mną odkryć, jak na spokojnie uporządkować swoje finanse i nie stracić przy tym tego, co najważniejsze, czyli siebie. Sama codziennie uczę się nowych rzeczy, ale jedno wiem już na pewno – nie warto tak skakać na finansowym bungee 🙂

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się, a otrzymasz maila, gdy pojawi się nowy!

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.