Czego o prezentach nauczyły mnie moje dzieci?

posiada: 1 komentarz

Wydawałoby się, że od dzieci nie można się niczego nauczyć. Przecież są na świecie dopiero od kilku czy kilkunastu lat, zwykle nie mają nawet bladego pojęcia o pewnych sprawach, które się wokół nich dzieją. Jednak to, co dzieci mają, a my jako dorośli często zatracamy, to prostota myśli i odbieranie rzeczywistości wszystkimi zmysłami, co pozwala im w pełni przeżywać każdy dzień. Poprzez obserwację ich zachowania wiele się ostatnio nauczyłam w kwestii prezentów. Ale po kolei…

 

Dwa tygodnie temu razem z dziećmi napisaliśmy listy do Świętego Mikołaja. Fajnie było posłuchać, jak każde z nas zastanawiało się, co warto w nich umieścić. Nawet dla dzieci nie jest to takie proste. Nie mając przed oczami półek sklepowych czy gazetek reklamowych, trudno im było przypomnieć sobie, co chciałyby tak naprawdę dostać. Zresztą mnie i mężowi też początkowo trudno było wymyślić, co jest naszym marzeniem. Zaczęłam skromnie od książki, potem przypomniało mi się, że warto byłoby wymienić parę rzeczy w mieszkaniu, a skończyłam na…. nowym aucie. Każde z nas miało napisać kilka rzeczy. Nie dlatego, że przewidujemy w tym roku duże wydatki na prezenty, ale żeby można było z tego coś wybrać, co Mikołaj da radę udźwignąć …. finansowo. Chciałam się też przekonać, o czym tak naprawdę każde z nas marzy, gdy ograniczeniem nie są pieniądze. Pięknie udekorowaliśmy nasze listy i włożyliśmy do kopert, aby przy najbliższej okazji wysłać, gdzie trzeba. Wydawało się, że tym samym temat planowania prezentów mam już zamknięty i wystarczy już tylko przystąpić do jego realizacji. W ciągu tych 2 tygodni wydarzyło się jednak kilka rzeczy, które wywołały pewne zamieszanie.

 

Jak śnieg drogowców, czyli życie jak zwykle zaskakuje

Parę dni po napisaniu listów, moje dzieci pojechały na weekend do babci i dziadka. W tym czasie obejrzały sporo reklam, których było wyjątkowo dużo na kanale z bajkami. Nie muszę chyba dodawać, jak bardzo to poszerzyło listę oczekiwań wobec Mikołaja 🙂 Później poszliśmy razem wybrać urodzinowy prezent dla kolegi. Szybko zapomniały o celu naszej wizyty w sklepie i zaczęły się rozglądać za tym, co same chciałyby mieć. W miniony poniedziałek odwiedziliśmy też razem kilka sklepów, bo w szkole na Mikołajki chłopcy mieli kupić wylosowanej osobie z klasy prezent za 25-30 zł. I znów ta sama historia – ich pragnienia zostały rozbudzone do granic możliwości 🙂 Co kilka dni chciały wprowadzać poprawki do listów, bo przecież skąd miały wiedzieć, że jest tyle fajnych rzeczy, które chciałyby dostać! Oczywiście na listę miały wskakiwać bardzo drogie zabawki, które są eksponowane w sklepach czy często reklamowane.

W Mikołajki sytuacja diametralnie się zmieniła. Zgodnie z tradycją dzieci dostały tego dnia drobny prezencik od nas, a chłopcy dodatkowo od kolegów w szkole. To wszystko, co tego dnia otrzymały, to były drobiazgi – słodycze ukryte w bucie, mała latarka z ludzika Lego, gra w statki… Wydawałoby się, że pobawią się chwilę i rzucą gdzieś w kąt. Tymczasem wielką frajdą było dla nich to, że jest to niespodzianka. Coś, czego się nie spodziewali, naprawdę szczerze ich ucieszyło. Tego dnia nawet nie ciągnęło ich do tabletów czy komputera!

I jeszcze jedna ważna rzecz – opakowanie! Słodycze w bucie powtarzają się co roku, ale zawsze wywołują na ich twarzach uśmiech i zaskoczenie. Zdziwiło mnie też, że wybierając opakowanie do prezentów dla kolegów, chłopcy zgodnie opowiedzieli się za papierem świątecznym zamiast torebką podarunkową. Stwierdzili, że to fajne uczucie tak drzeć papier i „dobierać” się do prezentu, zamiast od razu go widzieć po zajrzeniu do torebki. Myślałam, że nie ma to dla nich większego znaczenia, a jednak nawet tak drobny element bardzo podnosi atrakcyjność prezentu 🙂

 

Największe zaskoczenie miało jednak dopiero nadejść

Moja córka jest w zerówce i tam dzieci nie wręczały sobie prezentów z okazji Mikołajek, przez co było jej trochę smutno, że dostała mniej niż bracia. Chłopcy zauważyli, że było jej przykro, więc postanowili jej to wynagrodzić i ….. kupili jej niespodziankę od siebie. Klej brokatowy i bransoletki świecące w ciemności. Znów zadziałał element zaskoczenia, w dodatku bracia świetnie trafili w jej gust! Bardzo ją to ucieszyło i zaczęła się wesoło bawić.
Ale to jeszcze nie koniec historii. Wczoraj miałam kiepski dzień. Wiele spraw szło mi jak po grudzie, dopadła mnie zimowa chandra i na dodatek wyrzuciłam w błoto kilkadziesiąt złotych z powodu nietrafionego zakupu butów. Trudno było nie zauważyć moich negatywnych emocji, które wiały chłodem i zachęcały do trzymania się ode mnie z daleka. Tymczasem moja 6-cio letnia córka, widząc mój nastrój, postanowiła go poprawić 🙂 Pamiętając, jak wcześniej ucieszyła się z różnych drobnostek, które dostała, podeszła do mnie  i podała mi to:

 

 

 

 

Zaskoczona zajrzałam do środka i znalazłam tam:

 

Przecierając oczy ze zdumienia, usłyszałam jej głosik:

Masz jabłko, żebyś nie była głodna i pieniążki, żebyś się nie musiała o nie martwić”.

 

Możecie sobie wyobrazić, jaka fala wzruszenia zalała moje serce. Te 1,03 zł pochodziło z jej pieniędzy, które dostaje od niedawna w ramach kieszonkowego. To niesamowite, jak takie drobne gesty potrafią ucieszyć. Przypomniało mi się, jaki jest prawdziwy sens dawania prezentów. Dla mnie to dzielenie się dobrem, sprawianie radości innym, a nie wyścigi, kto kupi drożej. Im większe zaskoczenie i dopasowanie do danej sytuacji czy osoby, tym lepszy efekt. Wartość podarunku odgrywa tu znacznie mniejszą rolę. Patrząc na to, jak dzieci i ja ucieszyliśmy się z drobnostek, mam wrażenie, że radość z prezentu nijak się ma do kwoty zakupu.


Wydaje mi się, że pisząc listy do Mikołaja, budujemy w dzieciach postawę roszczeniową i pozbywamy ich najlepszego elementu, czyli niespodzianki. Nawet pakowanie w torebki odbiera prezentom ten dodatkowy efekt specjalny. Szeleszczący papier, posklejany dokładnie taśmą, stawiający opory przed poznaniem zawartości, pozostawia niezapomniane wrażenia. Myślę, że w tak zapakowany podarunek wkładamy też więcej serca. No i jest to tańsze 🙂 Nie ma sensu stresować się tym, że nie stać nas na drogie prezenty dla dzieci, ani tym bardziej zapożyczać się, żeby je kupić. Dziecięce marzenia potrafią szybko się zmieniać, a tak naprawdę drobne gadgety czy akcesoria do twórczej zabawy mogą im się dużo bardziej spodobać niż to, co daje droga zabawka. Zresztą moje dzieci już nie raz rozczarowały się tym, że w reklamie jakoś inaczej ta zabawka się prezentuje niż w rzeczywistości 🙂 Nie funduj dziecku zawodu, lecz pozytywne zaskoczenie!


A jak jest u Ciebie? Czy Ciebie też dzieci czegoś nauczyły odnośnie prezentów?

Podobał Ci się ten artykuł?

Zapisz się, a otrzymasz maila, gdy pojawi się nowy!

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.